OPEN’ER 2018

What’s up you guys! I can’t believe OPEN’ER 2018 is already behind me. It was my second time at this music festival which by the way is the biggest one in Poland. As always I had so much fun enjoying great music, dancing to my favorite songs and laughing with me friends. Here are some of the pics which I took while we were having fun in Gdynia, Sopot and Gdańsk.

OPEN'ER FESTIVAL 2018-POST MALONE-MIGOS-YEARS&YEARS-MO-KALEO-TACONAFIDE-PRO8L3M-YUNG LEAN-GDYNIA-SOPOT-GDANSK

Gdyby ktoś zapytał mnie jak opisałabym OPEN’ERa to jednym słowem OGIEŃ! W tym roku po raz drugi wybrałam się z ekipą do Gdyni na 6 dni, aby zobaczyć najlepszych artystów z całego świata. Festiwal sam w sobie trwa 4 dni jednak warto wybrać się dzień wcześniej, aby odebrać opaski i na spokojnie dotrzeć do swojego zakwaterowania. Od pierwszego dnia nawet do ostatniego dnia koncertów miasto jest sparaliżowane prze turytów i oczywiście openerowiczów. 

Nie byłabym sobą gdyby coś nie poszło nie tak i w chwili odbierania biletów okazało się, że nie można sczytać mojego biletu, ponieważ kody zostały perfidnie zarysowane przez mojego kochanego, starszego brata (jeśli to czytasz to bój się nocy i kremu do depilacji na swoich brwiach).  Tak to jest z rodzeństwem, kiedy się kłóci. Sum summarum bez biletu nie mogłabym wejść na teren festiwalu i cała moja podróż przez całą Polskę okazałby się fiaskiem, gdyby nie cudowne panie z eBilety, które uratowały mi tyłek i dzięki nim odszukano moje dane w systemie i wydano mi nowy bilet. Jeszcze raz bardzo, bardzo paniom dziękuję! Jednak na tym świecie są ludzie z dobrym sercem. 

Wykończone po solidnym cardio dźwigania naszych pod 20 kg walizek dotarłyśmy do naszego domku, który pomimo braku prysznica nadal jest najlepszą miejscówką na Babich Dołach. 15 min piechotą na festiwal i 10 min piechotą nad morze. Żyć nie umierać! Izia aka boss bossów dzięki swojemu wrodzonemu sprytowi i umiejętność działania pod presją skołowała namiocik do turystycznego prysznica. I głównie dlatego nie śmierdziałyśmy przez te 6 dni hihi. W tym miejscu chylę głowę wszystkim, którzy całego OPEN’ERa przespali w namiocie. 

Nasz pierwszy dzień festiwalu spędziłyśmy w Sopocie. Oczywiście dzień porządnie trzeba zacząć od śniadania więc udałyśmy się do miejsca o nazwie Cały Gaweł. Kasza jaglana na mleku kokosowym z prażonymi jabłkami to niebo w gębie, a kawa z mlekiem skondensowanym to czysta poezja. 

Na teren festiwalu zawitałyśmy dość późno ze względu na małą obsuwę darmowych autokarów dla openerowiczów i komunikacji miejskiej. I tak zamiast po 18 razem z Madzią wróciłyśmy lekko po 19 mega umęczone i spocone i tak oto los postanowił, że odetną nam wodę w domku. Ale nie tylko brak wody nam doskwierał, ale o tym później. 

Pierwszy koncert jaki zobaczyłyśmy to Arctic Monkeys. Bez bicia przyznaje, że tylko udawałam, że znam słowa i śpiewałam co popadnie. No, ale kto z nas tak czasami nie robi… Głównymi gwiazdami pierwszego dnia było trio MIGOS i ich „Bad and Boujee”, czy „Walk it like I talk it”. 2 lata wzięło mi, aby rozszyfrować co to jest to cholerne bujeee i w końcu napisałam do swojej koleżanki z Teksasu Katie z prośbą o wytłumaczenie na co ona odpowiedziała „Idk, it’s like bad white bitch kinda thing”. 

Drugi dzień według całej  naszej czwórki był najsłabszy, aczkolwiek rozpoczęłyśmy go udanie, ponieważ woda wróciła (co prawda na kilka godzin, ale zawsze to coś). Zdążyłyśmy się wykąpać w niezwykle eksluzywnym towarzystwie pająków, które przypodobały sobie namiocik do kąpieli po czym kiedy ja się kończyłam kąpać wywaliło nam korki… Taka cenna rada dla wszystkich „nie kąpcie się, ładujcie telefonów, oglądajcie TV i róbcie herbatę naraz”. Pocieszam się powiedzeniem, że człowiek uczy się całe życie i faktem, że jestem tylko farbowaną blondynką.

Koncerciki wyglądały średnio. Poszłyśmy tylko na jeden i była to MO. Sama nazwa nic mi nie mówiła do czasu kiedy zaczęła śpiewać „Final Song”, „Kamikaze”, czy „Cold Water”. Wszystko super, ludzie się bawią, śpiewają i tu nagle zabrakło prądu (i tym razem to nie nasza sprawka) i jak się okazało MO leci z takiego playbeck’u, że głowa mała. Miny ludzi były obłędne, a sama MO wyszła z tego ztwarzą  i udawała, że ta sytuacja nie miała miejsca. Nadal ją podziwiam za odwagę rzucania się i nurkowania w tłumie. 

Po koncercie wróciłyśmy do domku coś zjeść w trakcie 4 godzinnej przerwy, ale wyszło tak, że nasza drzemka nas pokonała i wybrałyśmy sen niż koncert Otsochodzi o 1.30. No wiecie priorytety.   

Trzeciego dnia boss bossów zadzwonił gdzie trzeba i dzięki pomocy Kamila prąd powrócił. Nawet nie wyobrażacie sobie jaki to jest wielki ból dupy, kiedy nie możecie zjeść tej wymarzonej pizzy o trzeciej nad ranem. 

Tego dnia weszłyśmy na teren lotniska najwcześniej ze wszystkich, bo byłyśmy już o 18.30 na koncercie Kaleo. Do dziś rozkminiam, czy wokalista miał doklejane rzęsy, czy nie. Był tak piękny, że aż to nie było możliwe. A jego wokal powodował, że miałam gęsią skórkę na rękach. 

Na swojej playliście na Spotify mam tylko jedną piosenkę Young Thug’a i jest to „Pick up the phone”. Kiedy podczas jego koncertu zaśpiewał „Best Friend” to miałam największy mindfuck w głowie od czasu kiedy dowiedziałam się, że zdałam sesje. 

„Molly” i „Hazard” znam na pamięć i nie mogłam się doczekać aż zobaczę występ Oskara i Piotrka na żywo. Po raz pierwszy w tym roku poszłam na ich koncert do Tent Stage, gdzie jak dla mnie zawsze panuje najlepszy klimacik. 

Trzeci dzień zakończył najgłośniejszy duet tego roku, czyli Taconafide. Nic dodać, nic ująć. Zmietli wszystko z orbity.

Na czwarty dzień czekałam najbardziej. To właśnie w ten dzień razem z Madzią zaliczyłyśmy kilka wpadek oraz poznałyśmy kilka fajnych osób. Pozdrowienia dla ludzi z kolejek do tojtoja. 

Yung Lean to dla mnie odkrycie roku. W jak ciemnej dupie musiałam być, żeby o nim nigdy nie usłyszeć. Sam koleś nie pokazał swojej twarzy przez cały koncert, a ludzie bawili się na tym koncercie chyba najlepiej ze wszystkich. 

Taki mały, a tak czaruje. Bruno Mars zrobił niezłe show, choć szczerze nie za bardzo mi to przypadło to i tak fajnie było posłuchać „24K Magic”.

YEARS&YERAS to było dopiero coś! Miałam łzy w oczach. „Desire” to była piosenka, której słuchałam w kółko lecąc z Polski do USA i zawsze będzie miała szczególne miejsce w moim sercu. Olly jest taki uroczy i ma taką energię, że przechodzi przez ludzką krew jak prąd. 

Post Malone ma również szczególne miejsce w moim sercu, ale ze względu na inną historię. Niecałe 3 lata temu będą w liceum w Teksasie po raz pierwszy usłyszałam „White Iverson”, który podbijał wtedy listy przebojów. Na lekcji o nazwie HomeEc całą klasą próbowaliśmy rozszyfrować o co chodzi z „Saucin’, saucin’, I’m saucin’ on you”. W rezultacie nie wpadliśmy o co chodziło Austin’owi, ale za to nasze telefony zostały skonfiskowane przez nauczycielkę, ponieważ uważała, że to niezwykłe SAUCIN’ to jakieś przekleństwo. I tak oto po raz pierwszy musiałam szorować do gabinetu dyrektora po telefon.

Pomimo braku fajerwerk (no bo Bruno je miał) to Post i tak był gwiazdą w swoich białych, sexy kroksach. 

Nasz 6 dzień poświęciłyśmy Gdańsku i jedzeniu burgerów w SurfBurger. Ponownie zawitałyśmy w Sopocie, aby poleżeć na plaży, bo jak się okazało plaża w Gdańsku była w ch*j daleko. 

Nad morze może wybrałam się bez stroju kąpielowego, ale z nad morza nie mogłam wrócić bez konsumpcji gofra. 

Chciałabym bardzo podziękować Madzi, Karo i Izie oraz wszystkim openerowiczom za szampańską imprezę i świetną energię. 

Meet Up with JessCebula&Nicoleheartsmakeup21

Ostatni dzień 2014 spędziłam w genialnym towarzystwie. 
Rano wyjechałam z Bochni do Krakowa, gdzie w Galerii Krakowskiej spotkałam się z Gabi, z którą zgadałam się dzień wcześniej, abyśmy razem poszły na Meet-Up z Nicole z kanału Nicoleheartsmakeup21 oraz Jess z kanału Jesscebula
Miałyśmy spotkać się pod pomnikiem A.Mickiewicza, dodam tylko, że było pierońsko zimno i po 30 min nikt nie czuł palców. Na spotkanie przyszły przekochane dziewczyny: Daria (która myśli nad założeniem kanału na YT), Oliwia (ślicznotka, a do tego uczestniczka Miss Małopolski Nastolatek 2014), Karolina (moja towarzyszka podczas meetYT), Gabi (wspomniana u góry). Poszłyśmy do Maca, bo jakby inaczej. Tak na marginesie podczas naszego całego spotkania z rynku dobiegały odgłosy z prób TVN przed Sylwestrowym show. 
Nicole i Jess to świetne dziewczyny, które oglądam od bardzo dawna (Nicole od niecałych dwóch lat, a Jess od ponad trzech). Spotkanie ich był niesamowitą szansą do porozmawiania o babskich sprawach. Był to mój pierwszy Meet-Up, dlatego też nie wiedziałam, że mam się spodziewać. Dzięki temu spotkaniu jestem pełna energii, mam mnóstwo chęci do pisania nowych postów i nakręcania filmików. 
Trzymajcie kciuki, aby wszystko się udało.
Dziękuję dziewczynom za szanse ich poznania i mile spędzony sylwester. 
Na pewno utrzymam kontakt no i do zobaczenia na kolejnym Meet-Upie!!!