#OrangeWarsawFestival2013 part I

Nigdy nie pomyślałabym, że uda mi się… ustać ponad 8 godzin – no dobra może niecałe 8 godzin, bo co jakiś czas siadałam na „plycie”, taaa – dopóki inni ludzie mnie nie podeptali.
Nawet fakt, że tyle ludzi mnie skopało, szturchało nie zepsuje wspomnień z dwóch cudownych dni spędzonych w Warszawie.
Mija już kilka dni od powrotu do domu, a ja wciąż żyję wspomnieniami. Nie bez powodu przygotowywałam się do tego wydarzenia przez dwa miesiące.
Za cel postawiłam sobie Orange Warsaw Festival 2013. Bardzo chciałam zobaczyć jak wygląda taki wielki festival, jak ludzie bawią się w potężnym tłumie śpiewając piosenki swoich idoli, a co najbardziej chciałam zobaczyć na żywo spektakularną Beyoncé. Bo nie bez powodu nazywana jest „Królową”.
Mam ciarki na całym ciele, kiedy zdaję sobie sprawę, że to nie był sen, tylko moje życie.
Poniższą notkę w wersji pamiętnika podzielę na dwie części, abyście krok po kroku zobaczyli moim oczami jak moje marzenia się spełniają.
I
6.20 – Pobudka. Przez całą noc nie mogłam spać. Rozmyślałam o tym, co może się zdarzyć. Snułam plany o dostaniu autografów od artystów, którzy występowali, o tym, że poznam inne bloggerki, że zobaczę moją ukochaną piosenkarkę. Bajka
8.00 – Wyjazd. Czeka mnie 5 godzin jazdy Bochnia-Warszawa. Podczas jazdy słuchałam „End of Time”, „Crazy in Love” i czułam narastająca ekscytację.
13.10 – Jestem ! Warszawa wygląda cudownie. Kocham to miasto. Ta energia powoduję, że czuję się dumna, że mamy taką cudowną stolicę.

13.25 – Czas zameldować się. Nigdy wcześniej nie byłam w hotelu InterContinental. Wybór okazał się trafem w dziesiątkę. 43 piętrowy wieżowiec zapiera dech w piersi.
 
13.40 – 15.50 – Przygotowania do festivalu. Wyglądały mniej więcej tak, że przez ponad pół godziny wyglądałam z okna, podziwiając panoramę Warszawy.

16.05 – Zaczyna się stanie w strasznie długiej kolejce. Wszyscy bardzo kulturalnie nie przepychaj się, stoją spokojnie, aż … do otwarcie się głównej bramy. Wtedy wszyscy pobiegli do przodu i było tak ciasno, że powiedzenie „Ściśnięci jak śledzie” pasuje tu idealnie.
Tlenu ! Tlenu !

17.00 – Zaczęto nas wpuszczać na teren Stadionu. Nie wolno było wnosić picia, jedzenia i… zwierząt. Tak, więc ludzie wyrzucali wszystko, co mieli gdzie popadnie, wódkę, piwo, wodę, żelki – wszystko. Szał ciał ciąg dalszy.
17.28 – Udało się… Mogę oddychać. Przeżyłam. Po przejściu przez bramki i „obmacaniu” dostałam swoją żółtą opaskę z napisem „PLYTA”. Czas znaleźć sobie dobre miejsce.
17.50 – Pierwsze wrażenie „W telewizji wydawał się większy” – może tak, może nie. Duża scena, mało ludzi… zaraz co ? Faktycznie o tej 17.50 w porównaniu do 23 było bardzo mało ludzi. Uśmiech na mojej twarzy z powodu , że nie będę musiała się już przepychać, aby przejść.

18.30 – Zaczyna się. Na scenie OCN – grupa artystów pochodzących z Wrocławia. Niebanalny głos wokalisty. Przyznam, że nie moje klimaty, co nie zmienia mojej opinii, że byli nieźli.
19.30 – Tinie Tempah brytyjski raper, który podczas OWF dał czadu. Zaśpiewał między innymi” Pass Out” – jedna z moich ulubionych piosenek Tinie’go, „Frisky” i pokazał, że każdy może polubić rap.
20.45 – Bez bicia przyznaję, że nigdy wcześniej nie słyszałam o Basement Jaxx. Ale od usłyszenia pierwszej piosenki jestem ich fanką. Dziewczyny pokazały pazura. Były kochane, a ich głosy – wspaniałe. Tańczyły, skakały, rozgrzewały publiczność przed gwiazdą wieczoru.
23.00 – Wstrzymałam oddech. To za chwilę się wydarzy. Nareszcie zobaczę i usłyszę ją na żywo…

 
Więcej wrażeń już w następnym poście.
Jeśli chcecie wiedzieć więcej co u mnie słychać zapraszam na mój Instagram. Znajdziecie tam więcej zdjęć z OWF.

RGF