Asiek w USA #2 – podróż

Asiek, USA, wymiana, exchange student

Podróż do Ameryki była chyba najcięższym przeżyciem w ciągu ostatnich 12 tygodni. Była to moja pierwsza wyprawa do Stanów Zjednoczonych oraz pierwsza podróż samolotem zupełnie samej. Byłam przerażona na samą myśl o tak dalekiej i długiej podróży. Dosłownie przez 2 dni przed wylotem płakałam, ponieważ wiedziałam że to będzie największe wyzwanie jak dotychczas w moim życiu. Cała podróż trwała ponad 48h. A tak oto przebiegała:

19 sierpnia 2015 godzina 10.00 – wyjazd z mojego rodzinnego miasta Bochnia → Warszaw ponad 6h jazdy. Całe sześć godzin dłużyły mi się w nieskończoność, chciałam mieć już wszystko z głowy, być bezpieczną na drugim końcu świata. 

19 sierpnia 2015 godzina 17.00 – przyjazd na lotnisko Chopina w Warszawie. Moja pierwsza wizyta na tym lotnisku. Nigdy wcześniej tu nie byłam i przyznam szczerze, że jest to moje ulubione lotnisko – bez porównania do krakowskiego lub katowickiego. Obsługa była bardzo miała i pomocna. Odprawa poszła bardzo sprawnie, dosłownie w przeciągu 30 min. Przed lotem międzykontynentalnym trzeba pojawić się na około 3h, aby odprawić się w całości. Limit bagażu był przerażający – 23kg bagaż główny oraz 8 kg bagaż podręczny. Myślałam, że będę miała nadbagaż, ale jak się okazało miałam tylko i wyłącznie 20 kg !!! Wyobraźcie sobie moją minę. Mogłam wziąć 3 kg więcej swoich rzeczy, które na pewno by mi się przydały, ale tego nie zrobiłam. Pocieszałam się jednak świadomością, że i tak nie miałam miejsca w walizce.

Lotnisko Chopina w Warszawie

19 sierpnia 2015 godzina 20.00 – ostanie pożegnanie z rodziną. Ryczałam jak bóbr co było dla mnie zaskoczeniem, ponieważ przeważnie potrafię opanować swoje emocje, a tu jednak okazało się inaczej. Moja mama za to była zupełnym przeciwieństwem. Zapewne, aby nie spowodować u mnie większego płaczu (o ile było to możliwe).

19 sierpnia 2015 godzina 20. 15 – mój pierwszy lot Warszawa → Frankfurt, Niemcy. Lot trwał tylko półtorej godziny. Okazał się bardzo przyjemny. Sama dla siebie miałam dwa siedzenia co oznaczało, że swobodnie mogłam się położyć i spróbować spać, co jednak było zupełna porażką. Z nerwów nie byłam w stanie zasnąć nawet na pół godziny.

19 sierpnia 2015 godzina 23.00 – lądowanie na naprawdę potężnym lotnisku. Mój pierwszy atak paniki. Nie mogłam znaleźć swojego bagażu oraz wyjścia z terminalu 1 do terminalu 2. Choć lotnisko w Niemczech jest ogromne to o tej godzinie było ciężko znaleźć żywą duszę. Na szczęście po godzinie poszukiwań znalazłam punkt informacji. Co jak co, pan w okienku powinien być bardziej uprzejmy. Dupek. Z swoją nietypową życzliwością wytłumaczył mi jak dostać się na terminal nr 2. Nie spieszyłam się, ponieważ miałam spędzić 11h w środku nocy na jednym z największych lotnisk z Europie oczekując na kolejny lot do Dallas. Dotarłam do celu i nieoczekiwanie miałam kolejny atak paniki. Byłam bardzo zmęczona i chciałam się położyć, ale głupie ławki uniemożliwiły mi to z powodu prze wygodnych, metalowych podłokietników. Bosko. I tak bym nie zmrużyła oka. Stres, zmęczenie, ekscytacja – jednym słowem za dużo tego żeby zasnąć. Jakoś przeżyłam te 11h sama nudząc się do śmierci, ale jakoś dziwnym trafem czas leciał mi szybciej z każdą godziną. Przed 9 rano musiałam iść nadać ponownie bagaż oraz przejść najbardziej szczegółową odprawę swoim życiu, która dosłownie była bardzo szczegółowa. Plecak, kosmetyczka, najmniejsza kieszeń plecaka, walizki podręcznej została przejrzana.

20 sierpnia 2015 godzina 9.30 – lot Frankfurt → Dallas. Mój najdłuższy i najbardziej wygodny lot w życiu. 12h spędzonych w klasie economy premium. Dużo miejsca, aby wygodnie się położyć, usnąć lub oglądnąć filmy. Taaaa, chciałabym. Nie było u mnie szans, aby odpocząć, odetchnąć względu na narastające stres związany z przelotem do Stanów przejście przez odprawę, która związana była z pobraniem odcisków palców, sprawdzenia spojówki, wypełnieniem dokumentów związanych z wizą J1, rozmową z obsługą lotniska. Bez dwóch zdań lotnisko w Dallas jest moim ulubionym lotniskiem na którym kiedykolwiek byłam. Obsługa bym nieopisywalnej uprzejma.